„Polki w polu” - głosy kobiet, których historia prawie nie usłyszała

chlopki w poluSą książki, które się czyta, i są takie, które zostają w głowie jeszcze długo po odłożeniu na półkę. „Polki w polu” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

Francja, lata 30. XX wieku. Młode kobiety z polskich wsi wyjeżdżają za pracą. Trafiają na francuskie farmy, często bez znajomości języka, bez bliskich i właściwie bez wiedzy, co je czeka. Miało być lepsze życie i możliwość zarobienia pieniędzy. Rzeczywistość bardzo często okazuje się zupełnie inna: ciężka praca, wyzysk, samotność, przemoc, bezradność i ogromna tęsknota za domem.

I właśnie wtedy piszą listy.

Piszą do Julii Lachowicz-Duval, Polki mieszkającej we Francji, która zajmuje się pomocą emigrantkom. Zwracają się do niej „Kochana Mamusiu”, „Droga Pani i Matko nasza”. Proszą o interwencję, radę, czasem po prostu o zainteresowanie ich losem.

To właśnie autentyczne listy kobiet pracujących we Francji w latach 1930–1935 są najważniejszą częścią tej książki. I chyba dlatego robi ona tak duże wrażenie. Nie poznajemy historii tych kobiet wyłącznie z perspektywy badaczy czy po upływie niemal stu lat. One same do nas mówią.

Piszą prostym językiem o tym, co przeżywają. O pracy ponad siły, niesprawiedliwym traktowaniu, samotności, miłości, ciąży, macierzyństwie i strachu. Za każdym listem stoi konkretna młoda kobieta, która znalazła się setki kilometrów od domu i próbuje jakoś poradzić sobie w obcym świecie.

Czytając, trudno nie myśleć o tym, jak niewiele możliwości miały wtedy kobiety, szczególnie te pochodzące z biednych wiejskich rodzin. A jednocześnie jak wiele miały w sobie odwagi. Wyjazd do obcego kraju bez języka, telefonu, internetu i możliwości szybkiego powrotu trudno dziś sobie naprawdę wyobrazić.

Bardzo ciekawą postacią jest też sama Julia Lachowicz-Duval. Dla wielu emigrantek staje się kimś znacznie ważniejszym niż urzędniczka czy inspektorka. Jest osobą, do której można napisać, kiedy nie ma już do kogo zwrócić się o pomoc. Fakt, że kobiety nazywają ją „Mamusią”, mówi chyba najlepiej, jak bardzo jej potrzebowały.

„Polki w polu” zainteresowały mnie również ze względu na związek z „Chłopkami” Joanny Kuciel-Frydryszak. Listy znajdujące się w tej książce były jednym ze źródeł, z których autorka korzystała podczas pracy nad „Chłopkami”. Tutaj jednak dostajemy możliwość dotarcia bezpośrednio do tych świadectw i poznania kobiet poprzez pozostawione przez nie słowa.

To nie jest lekka książka. Momentami złości, momentami wzrusza, a czasami zwyczajnie trudno uwierzyć, jak traktowano te młode dziewczyny. Ale jednocześnie jest w niej dużo siły, solidarności i determinacji.

Najbardziej porusza świadomość, że gdyby nie zachowane listy, o większości tych kobiet prawdopodobnie nigdy byśmy nie usłyszeli.

A przecież ich historie są częścią naszej historii.

„Polki w polu” to ważna i bardzo potrzebna książka. Szczególnie polecam ją osobom, którym podobały się „Chłopki” i które chciałyby jeszcze głębiej wejść w świat kobiet, o których przez dziesięciolecia w historii mówiło się zdecydowanie za mało.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama

Reklama

Error: Any articles to show